22 czerwiec 2015r.
To już prawie 4 miesiące mojego leczenia i cóż mogę powiedzieć jedynie to, że jestem trochę rozczarowana, niestety leczenie nie przynosi takich efektów, jak bym sobie życzyła. Fakt zmiany łuszczycowe zniknęły, ale w zamian otrzymałam rumienie, które już po prostu wykańczają i zatruwają życie do tego stopnia, że nie mam ochoty na dalszą walkę.
Nie sądziłam ,że tak długo potrwa to moje leczenie , bo na początku szłam jak burza i nic nie zapowiadało, że tak ciężko będę przechodziła kolejne miesiące.
Nie wiem co będzie dalej ze mną i ile jeszcze potrwa leczenie i jakie skutki pociągnie za sobą , ile jeszcze będzie rozpaczy, zwątpienia , bólu i cierpienia??? Ale spróbuję dotrwać do końca.
poniedziałek, 22 czerwca 2015
wtorek, 16 czerwca 2015
ZWĄTPIENIA CIĄG DALSZY
17 czerwiec 2015r
Do tego co wczoraj napisałam, chciałam jeszcze dodać, że zaczęły pojawiać się jeszcze takie pojedyncze wypukłe, czerwone punkciki i z dnia na dzień przybywa ich więcej. Nie jest ich nie wiadomo jak dużo, ale obawiam się, że będzie ich więcej. Traktuję je od razu maścią, jedne po paru dniach robią się troszeczkę większe i jakby na nich robiła się otoczka, a drugie nie zmieniają się w ogóle. Może się mylę ( i oby tak było ), ale wygląda mi na to , jakby łuszczyca wychodziła na nowo.
Może panikuję, może jestem już na tym punkcie przewrażliwiona, ale nie mam już sił, rezygnacja i zwątpienie dopadły mnie na maxa :(
Jak sobie tylko pomyślę ile już przeszłam ile cierpienia i bólu zniosłam i teraz mam wrócić do punktu wyjścia, to chce mi się wyć, wyć tak, aby cały świat usłyszał moją rozpacz.
Do tego co wczoraj napisałam, chciałam jeszcze dodać, że zaczęły pojawiać się jeszcze takie pojedyncze wypukłe, czerwone punkciki i z dnia na dzień przybywa ich więcej. Nie jest ich nie wiadomo jak dużo, ale obawiam się, że będzie ich więcej. Traktuję je od razu maścią, jedne po paru dniach robią się troszeczkę większe i jakby na nich robiła się otoczka, a drugie nie zmieniają się w ogóle. Może się mylę ( i oby tak było ), ale wygląda mi na to , jakby łuszczyca wychodziła na nowo.
Może panikuję, może jestem już na tym punkcie przewrażliwiona, ale nie mam już sił, rezygnacja i zwątpienie dopadły mnie na maxa :(
Jak sobie tylko pomyślę ile już przeszłam ile cierpienia i bólu zniosłam i teraz mam wrócić do punktu wyjścia, to chce mi się wyć, wyć tak, aby cały świat usłyszał moją rozpacz.
ZWĄTPIENIE 3,5 MIESIĄCA LECZENIA
16 czerwiec 2015 r.
To już kolejna chwila w której dopadło mnie zwątpienie, naprawdę tracę jakąkolwiek nadzieję na to, że pokonam łuszczycę, bo jak na razie to tylko ona wygrywa i zdobywa zwycięstwo . Wyjątkowo silnego przeciwnika sobie wybrałam do walki i chyba nie mam szans z nim wygrać :(
Kolejny tydzień i kolejne rozczarowanie, na szyi znowu pojawia się rumień, na dole plecy i na wewnętrznej stronie rąk również, ale nie to jest aż tak wielkim problemem- wylazły to i znikną.
Już nie pieką jak te poprzednie, czasami tylko zaswędzą.
Od pewnego czasu coraz częściej , pojawiają się takie dziwne zjawiska, raz niby to bąble , dwa jakieś kreski . Na początku myślałam, że zadrapałam się, ale niestety to nie to. Najpierw zaczyna mocno swędzieć , a za jakiś moment wyskakuje niby to bąbel, ale po posmarowaniu maścią u mnie do 15 min znika i nie ma po nim żadnego śladu, a kreski tak 2 dni są, ale skąd one się biorą nie mam pojęcia po prostu pojawiają się i tyle.
Dodatkowo na brzuchu, biuście, rękach i plecach pojawiły się takie mini mini czerwone kropeczki, nie wiem do czego to porównać, wygląda to tak jakby mnie ktoś szpilką ukuł, ale tak raz koło razu, nie są za bardzo widoczne-ale dla mnie to i tak koszmar
Tu z przybliżenia
To już kolejna chwila w której dopadło mnie zwątpienie, naprawdę tracę jakąkolwiek nadzieję na to, że pokonam łuszczycę, bo jak na razie to tylko ona wygrywa i zdobywa zwycięstwo . Wyjątkowo silnego przeciwnika sobie wybrałam do walki i chyba nie mam szans z nim wygrać :(
Kolejny tydzień i kolejne rozczarowanie, na szyi znowu pojawia się rumień, na dole plecy i na wewnętrznej stronie rąk również, ale nie to jest aż tak wielkim problemem- wylazły to i znikną.
Już nie pieką jak te poprzednie, czasami tylko zaswędzą.
Od pewnego czasu coraz częściej , pojawiają się takie dziwne zjawiska, raz niby to bąble , dwa jakieś kreski . Na początku myślałam, że zadrapałam się, ale niestety to nie to. Najpierw zaczyna mocno swędzieć , a za jakiś moment wyskakuje niby to bąbel, ale po posmarowaniu maścią u mnie do 15 min znika i nie ma po nim żadnego śladu, a kreski tak 2 dni są, ale skąd one się biorą nie mam pojęcia po prostu pojawiają się i tyle.
Dodatkowo na brzuchu, biuście, rękach i plecach pojawiły się takie mini mini czerwone kropeczki, nie wiem do czego to porównać, wygląda to tak jakby mnie ktoś szpilką ukuł, ale tak raz koło razu, nie są za bardzo widoczne-ale dla mnie to i tak koszmar
Tu z przybliżenia
wtorek, 9 czerwca 2015
NADZIEJA JEST
9 czerwiec 2015 r
To już prawie 2 tygodnie od momentu pojawienia się kolejnych rumieni i powoli wracam do normalności- ciekawe na jak długo?
Wyjątkowo szybko rumień zszedł z plecy, czego obawiałam się najbardziej.
Aż strach pomyśleć co będzie dalej, czy znowu za jakiś czas się ujawni? , a może już sobie odpuści na dobre i to będzie powoli koniec leczenia?. Zobaczymy
Szczerze powiem już mam tego dość ,zmęczona jestem tym wszystkim, a najgorszy w tym wszystkim jest ten strach (kiedy znowu coś się pojawi ), który nie pozwoli cieszyć się z tych osiągniętych efektów. Ale nie tracę nadziei na wyleczenie, wierzę że doczekam tego dnia, gdy pan Zdzisław powie:
Pani Lucyno to już koniec leczenia
Dwa dni temu w nocy dopadło mnie znowu takie potworne swędzenie, które oczywiście mnie obudziło. Myślałam, że zadrapię się na śmierć, nie było chyba kawałka na ciele które by nie swędziało, łącznie z głową ( a na niej nie miałam nigdy łuszczycy ) nie wiem o co w tym wszystkim chodziło, ale nie wytrzymałam już i poszłam pod prysznic ( chociaż parę godzin wcześniej też się kąpałam ) i tu moje zdziwienie, gdy wycierałam się skóra na plecach i szyi ( na tych rumieniach ) schodziła niczym papier, nigdy tak nie miałam. Tak sobie myślę , czy to swędzenie czy to mógł być efekt tak szybkiego gojenia się? może i tak, pan Zdzisław mówił, że rumienie już nie będą tak uporczywe i szybko odpuszczą. Chociaż ja i tak do końca nie jestem pewna, bo ostatnie takie swędzenie , zafundowało mi przecież nowe rumienie. I bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze.
Na dzień dzisiejszy moje zmiany wyglądają tak, nie wstawiam zdjęć łokci, ani nóg bo nic się nie zmieniło są takie same jak parę dni temu.
To już prawie 2 tygodnie od momentu pojawienia się kolejnych rumieni i powoli wracam do normalności- ciekawe na jak długo?
Wyjątkowo szybko rumień zszedł z plecy, czego obawiałam się najbardziej.
Aż strach pomyśleć co będzie dalej, czy znowu za jakiś czas się ujawni? , a może już sobie odpuści na dobre i to będzie powoli koniec leczenia?. Zobaczymy
Szczerze powiem już mam tego dość ,zmęczona jestem tym wszystkim, a najgorszy w tym wszystkim jest ten strach (kiedy znowu coś się pojawi ), który nie pozwoli cieszyć się z tych osiągniętych efektów. Ale nie tracę nadziei na wyleczenie, wierzę że doczekam tego dnia, gdy pan Zdzisław powie:
Pani Lucyno to już koniec leczenia
Dwa dni temu w nocy dopadło mnie znowu takie potworne swędzenie, które oczywiście mnie obudziło. Myślałam, że zadrapię się na śmierć, nie było chyba kawałka na ciele które by nie swędziało, łącznie z głową ( a na niej nie miałam nigdy łuszczycy ) nie wiem o co w tym wszystkim chodziło, ale nie wytrzymałam już i poszłam pod prysznic ( chociaż parę godzin wcześniej też się kąpałam ) i tu moje zdziwienie, gdy wycierałam się skóra na plecach i szyi ( na tych rumieniach ) schodziła niczym papier, nigdy tak nie miałam. Tak sobie myślę , czy to swędzenie czy to mógł być efekt tak szybkiego gojenia się? może i tak, pan Zdzisław mówił, że rumienie już nie będą tak uporczywe i szybko odpuszczą. Chociaż ja i tak do końca nie jestem pewna, bo ostatnie takie swędzenie , zafundowało mi przecież nowe rumienie. I bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze.
Na dzień dzisiejszy moje zmiany wyglądają tak, nie wstawiam zdjęć łokci, ani nóg bo nic się nie zmieniło są takie same jak parę dni temu.
piątek, 5 czerwca 2015
ŚWIATEŁKO NADZIEI
5 czerwiec 2015r
Ten tydzień był dla mnie bardzo ciężki, noce nieprzespane, swędzenie do kresu wytrzymałości, sama się zastanawiam skąd mam tyle sił, że jestem w stanie to wszystko wytrzymać?
Nieraz dopada mnie zwątpienie ,rezygnacja, chęć rzucenia tego wszystkiego, ale mimo tego dalej walczę, gdzieś tam głęboko we mnie siedzi ta wiara i nadzieja i to one dodają mi chyba tyle siły.
Rumienie już odpuszczają, oj jaka ulga. Na plecach skorupa już też schodzi, fakt wygląda to niezbyt apetycznie, ale to i tak sukces że już po tygodniu tyle zeszło. Znów pojawia się światełko nadziei ,że będzie dobrze.
Przez ten tydzień, nic nowego się nie pokazało i to mnie bardzo cieszy. Rumienie które się pojawiły, również nie miały wpływu na pozostałe już wyleczone zmiany. Nogi nadal są czyste, ręce i łokcie zresztą też. Swędzenie też już trochę odpuściło, ale jeszcze jest i to ono najbardziej utrudnia życie.
Zobaczymy na jak długo będę miała spokój , czy to był ostatni atak rumieni, czy za jakieś 2 tygodnie znowu coś się pokarze? Kto to wie.
Pożyjemy zobaczymy.
A oto dzisiejsze zdjęcia
Ten tydzień był dla mnie bardzo ciężki, noce nieprzespane, swędzenie do kresu wytrzymałości, sama się zastanawiam skąd mam tyle sił, że jestem w stanie to wszystko wytrzymać?
Nieraz dopada mnie zwątpienie ,rezygnacja, chęć rzucenia tego wszystkiego, ale mimo tego dalej walczę, gdzieś tam głęboko we mnie siedzi ta wiara i nadzieja i to one dodają mi chyba tyle siły.
Rumienie już odpuszczają, oj jaka ulga. Na plecach skorupa już też schodzi, fakt wygląda to niezbyt apetycznie, ale to i tak sukces że już po tygodniu tyle zeszło. Znów pojawia się światełko nadziei ,że będzie dobrze.
Przez ten tydzień, nic nowego się nie pokazało i to mnie bardzo cieszy. Rumienie które się pojawiły, również nie miały wpływu na pozostałe już wyleczone zmiany. Nogi nadal są czyste, ręce i łokcie zresztą też. Swędzenie też już trochę odpuściło, ale jeszcze jest i to ono najbardziej utrudnia życie.
Zobaczymy na jak długo będę miała spokój , czy to był ostatni atak rumieni, czy za jakieś 2 tygodnie znowu coś się pokarze? Kto to wie.
Pożyjemy zobaczymy.
A oto dzisiejsze zdjęcia
czwartek, 28 maja 2015
ŁUSZCZYCA A NIEDOCZYNNOŚĆ TARCZYCY
CHOROBA HASHIMOTO
29 maj 2015 r
To już 5 lat jak zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy, a dokładnie chorobę Hashimoto.
Na lekach niestety będę już do końca życia, no ale cóż taki mój urok.
Lecząc się u pana Zdzisława, nie zaobserwowałam żadnych niepokojących objawów, związanych z tarczycą, wyniki również nie pogorszyły się. Jedynie co zaobserwowałam, że od momentu leczenia, nie odczuwam żadnych dolegliwości ze strony tarczycy. A przed leczeniem zdarzało mi się to nawet dość często. Zazwyczaj rano zaraz po wstaniu, robiło mi się słabo, w głowie się kręciło i było tak dziwnie niedobrze. W tej chwili tego nie mam, być może to tylko zbieg okoliczności, że akurat teraz mam lepsze samopoczucie, a być może lecząc łuszczycę w pewnym stopniu leczę też tarczycę? Trudno powiedzieć najważniejsze ,że te dwie choroby na siebie nie działają i spokojnie mogę leczyć i jedną i drugą.
A jeżeli chodzi o łuszczycę:
Rumień na plecach niestety zrobił się większy oraz bardziej zaognił :( na szyi i karku to samo, nie jest jednak już tak silny jak wcześniej, mniej piecze mniej swędzi, ale i tak zatruwa życie. Do tego doszło złe samopoczucie, osłabienie, dreszcze i jest mi zimno, oblewa mnie zimny pot- a stanu podgorączkowego nawet nie mam.
Nie ukrywam, bardzo mnie to załamało, nawet dopadają chwile zwątpienia. Tak ciężko jest walczyć, gdy traci się nadzieję na wygraną.
Jedynie co dodaje mi sił, to to, że tam gdzie miałam zmiany łuszczycowe nic nie powróciło nie odnowiła się żadna ze zmian - gdyby nie te cholerne rumienie- jaka ja bym była szczęśliwa.
Mimo zwątpienia, nie poddam się, spróbuję dalej dzielnie walczyć-może starczy sił, w końcu rumienie za jakiś czas znowu znikną
Zobaczymy co przyniosą kolejne dni, oby nie kolejne rozczarowanie.
29 maj 2015 r
To już 5 lat jak zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy, a dokładnie chorobę Hashimoto.
Na lekach niestety będę już do końca życia, no ale cóż taki mój urok.
Lecząc się u pana Zdzisława, nie zaobserwowałam żadnych niepokojących objawów, związanych z tarczycą, wyniki również nie pogorszyły się. Jedynie co zaobserwowałam, że od momentu leczenia, nie odczuwam żadnych dolegliwości ze strony tarczycy. A przed leczeniem zdarzało mi się to nawet dość często. Zazwyczaj rano zaraz po wstaniu, robiło mi się słabo, w głowie się kręciło i było tak dziwnie niedobrze. W tej chwili tego nie mam, być może to tylko zbieg okoliczności, że akurat teraz mam lepsze samopoczucie, a być może lecząc łuszczycę w pewnym stopniu leczę też tarczycę? Trudno powiedzieć najważniejsze ,że te dwie choroby na siebie nie działają i spokojnie mogę leczyć i jedną i drugą.
A jeżeli chodzi o łuszczycę:
Rumień na plecach niestety zrobił się większy oraz bardziej zaognił :( na szyi i karku to samo, nie jest jednak już tak silny jak wcześniej, mniej piecze mniej swędzi, ale i tak zatruwa życie. Do tego doszło złe samopoczucie, osłabienie, dreszcze i jest mi zimno, oblewa mnie zimny pot- a stanu podgorączkowego nawet nie mam.
Nie ukrywam, bardzo mnie to załamało, nawet dopadają chwile zwątpienia. Tak ciężko jest walczyć, gdy traci się nadzieję na wygraną.
Jedynie co dodaje mi sił, to to, że tam gdzie miałam zmiany łuszczycowe nic nie powróciło nie odnowiła się żadna ze zmian - gdyby nie te cholerne rumienie- jaka ja bym była szczęśliwa.
Mimo zwątpienia, nie poddam się, spróbuję dalej dzielnie walczyć-może starczy sił, w końcu rumienie za jakiś czas znowu znikną
Zobaczymy co przyniosą kolejne dni, oby nie kolejne rozczarowanie.
środa, 27 maja 2015
TRZY MIESIĄCE LECZENIA ZA MNĄ
ŁUSZCZYCO DAJ ŻYĆ !!!
27 maj 2015r.
To już 3 miesiące jak podjęłam leczenie u pana Zdzisława, postępy w leczeniu są niesamowite, wszystkie plamy i zmiany łuszczycowe prawie zniknęły, pozostały tylko niewielkie przebarwienia na skórze które są jeszcze widoczne.
Ta niesamowita radość, gdy doszło się już tak daleko i są tego efekty.
Ale niestety mi nie jest jeszcze dane się cieszyć, jeszcze walka trwa, walka z rumieniami A kto wygra?- hm czas pokarze .
Niestety nie mogę się pochwalić zdjęciami, ponieważ nie zdążyłam ich zrobić, czekałam na odpowiedni moment i się spóźniłam, znów dopadł mnie rumień, który pojawił się w najmniej oczekiwanym momencie- jak zwykle. Parę dni temu pisałam o tym potwornym swędzeniu i nie myliłam się, to był kolejny zwiastun rumienia. Który znowu wyszedł na kark , szyję i co najgorsze na plecy. W jednej chwili cała radość prysła,
Nie mam pojęcia co będzie dalej, co te rumienie za sobą dalej pociągną, czy tyle co wyszło zostanie, czy znowu powrócę do sytuacji wyjściowej. Od plecy cała historia z rumieniem się zaczęła i to przeraża mnie najbardziej. Nie wiem , czy kolejny raz będę w stanie przejść to wszystko od początku i czy będę miała tyle sił na dalszą walkę. Wiem ,że już tyle osiągnęłam , że dzielnie walczyłam , ale też wiem ,że w takich chwilach jak te zwątpienie dopada.
Zobaczymy co przyniosą kolejne dni :(
Niestety nie mogę podzielić się z Wami super zdjęciami
Więc dzielę się tymi z rumieniami
27 maj 2015r.
To już 3 miesiące jak podjęłam leczenie u pana Zdzisława, postępy w leczeniu są niesamowite, wszystkie plamy i zmiany łuszczycowe prawie zniknęły, pozostały tylko niewielkie przebarwienia na skórze które są jeszcze widoczne.
Ta niesamowita radość, gdy doszło się już tak daleko i są tego efekty.
Ale niestety mi nie jest jeszcze dane się cieszyć, jeszcze walka trwa, walka z rumieniami A kto wygra?- hm czas pokarze .
Niestety nie mogę się pochwalić zdjęciami, ponieważ nie zdążyłam ich zrobić, czekałam na odpowiedni moment i się spóźniłam, znów dopadł mnie rumień, który pojawił się w najmniej oczekiwanym momencie- jak zwykle. Parę dni temu pisałam o tym potwornym swędzeniu i nie myliłam się, to był kolejny zwiastun rumienia. Który znowu wyszedł na kark , szyję i co najgorsze na plecy. W jednej chwili cała radość prysła,
Nie mam pojęcia co będzie dalej, co te rumienie za sobą dalej pociągną, czy tyle co wyszło zostanie, czy znowu powrócę do sytuacji wyjściowej. Od plecy cała historia z rumieniem się zaczęła i to przeraża mnie najbardziej. Nie wiem , czy kolejny raz będę w stanie przejść to wszystko od początku i czy będę miała tyle sił na dalszą walkę. Wiem ,że już tyle osiągnęłam , że dzielnie walczyłam , ale też wiem ,że w takich chwilach jak te zwątpienie dopada.
Zobaczymy co przyniosą kolejne dni :(
Niestety nie mogę podzielić się z Wami super zdjęciami
Więc dzielę się tymi z rumieniami
Subskrybuj:
Posty (Atom)









